Kategoria:  Obiekt militarny

5.3.55

województwo:    łódzkie

Adres: Sikorskiego 1,

26-340 Drzewica

Dlaczego warto tu przyjechać?

✔ Jedna z najlepiej zachowanych ruin renesansowego zamku w Polsce
✔ Czytelny, zwarty układ całego założenia
✔ Charakterystyczne, ozdobne szczyty
✔ Możliwość obejścia zamku dookoła
✔ Spokojna lokalizacja bez tłumów

Kliknij na ikonkę, aby przejść do pełnej wersji mapy.

Ruiny Zamku Arcybiskupów w Drzewicy

Tym razem wybieramy się do Drzewicy na wycieczkę rowerową. Pakujemy rowery do pociągu na trasie Łódź – Drzewica i już sama podróż zapowiada spokojny, jednodniowy wypad bez większej logistyki. Plan jest prosty: trochę pojeździć po okolicy, sprawdzić, co kryje się poza samym miasteczkiem i zobaczyć kilka miejsc, które dobrze łączą się w jedną trasę.

Po przyjeździe nie spieszymy się z konkretnym celem. Kręcimy się po okolicznych lasach, gdzie ścieżki są przyjemne i raczej mało uczęszczane. Potem objeżdżamy Zalew Drzewicki – to dobry moment na krótką przerwę i złapanie oddechu nad wodą. Dopiero na koniec kierujemy się w stronę zamku, który od początku był jednym z głównych punktów tej wycieczki. I trzeba przyznać – to dobre zakończenie całej trasy.

Historia zamku

Zanim podejdziemy bliżej murów, warto na chwilę zatrzymać się przy historii tego miejsca, bo bez niej trudno w pełni zrozumieć to, na co patrzymy. Zamek w Drzewicy powstał w latach 1527–1535 z inicjatywy arcybiskupa gnieźnieńskiego Macieja Drzewickiego. Buduje go w swoich rodowych dobrach, w miejscu, które od razu daje przewagę – na lekkim wyniesieniu nad rzeką Drzewiczką. To nie był przypadek. Stąd dobrze widać okolicę, a sama lokalizacja już na starcie pełni funkcję obronną. Zamek miał być wygodną siedzibą, ale też wyraźnym znakiem władzy i pozycji właściciela.

Przez pierwsze lata wszystko działa tak, jak zaplanowano – zamek jest zamieszkany i spełnia swoją rolę. Prawdziwy sprawdzian przychodzi jednak w połowie XVII wieku, w czasie potopu szwedzkiego. W 1655 roku, kiedy sytuacja w kraju robi się niepewna, właściciel zamku Andrzej Drzewicki decyduje się podpisać lojalność wobec króla Szwecji. To nie jest decyzja, którą wpisuje się do podręczników jako przykład bohaterstwa, ale okazuje się skuteczna. Podczas gdy w okolicy dochodzi do rabunków, a kościół zostaje zamieniony w magazyn łupów, sam zamek wychodzi z tego bez zniszczeń.

Z biegiem czasu zmieniają się właściciele. Najpierw zamek przechodzi w ręce kolejnych rodów takich jak Sołtyków a następnie Szaniawskich, a później trafia do bernardynek. Dla nich to nowe miejsce po tym, jak ich wcześniejszy klasztor spłonął. Wraz z tą zmianą kończy się etap typowo szlacheckiego życia zamku. Miejsce zaczyna funkcjonować spokojniej, w innym rytmie, bardziej zamkniętym i uporządkowanym.

Przełom przychodzi w 1814 roku. To wtedy wybucha pożar, który praktycznie kończy historię zamku jako miejsca do życia. Według lokalnych opowieści winne były świece pozostawione po roratach. Ogień szybko obejmuje zabudowania i niszczy wnętrza. Po wydarzeniu nikt już nie podejmuje próby odbudowy. Od tego momentu zaczyna się jego powolna przemiana w ruinę. Najpierw znikają dachy, potem niszczeją kolejne fragmenty wnętrz, a mury z roku na rok tracą swoją pierwotną formę. I właśnie w tym procesie jest coś charakterystycznego – wszystko dzieje się powoli, bez nagłych zmian, ale bardzo konsekwentnie.

W XX wieku pojawiają się pierwsze próby uporządkowania sytuacji – prowadzone są badania i prace zabezpieczające. Później zamek trafia w ręce prywatne i do dziś tak pozostaje. Nie można wejść do środka, ale jednocześnie budowla nie znika. Wręcz przeciwnie – zachowała się zaskakująco dobrze jak na swój wiek, głównie dlatego, że nikt jej nie przebudowywał. Dzięki temu dziś oglądamy autentyczną, XVI-wieczną formę zamku, zatrzymaną w momencie, w którym zakończyło się jego dawne życie.

Jak wyglądał ten zamek

Na pierwszy rzut oka widać zwartą, regularną bryłę dawnego zamku. To budowla z kamienia i cegły, kiedyś prawdopodobnie otynkowana, dziś już surowa i odsłonięta. Całość ma kształt zbliżony do prostokąta, dość regularny i uporządkowany, bez przypadkowych dobudówek. Na każdym rogu stoją cztery masywne wieże – kwadratowe u podstawy, wysokie, kiedyś kilkukondygnacyjne. Jedna z nich jest wyraźnie większa i mocniejsza, bo to właśnie tam znajdowała się brama prowadząca do środka. Już z zewnątrz widać, że nie była to tylko rezydencja do mieszkania, ale miejsce zaprojektowane z myślą o bezpieczeństwie.

Spacerując wzdłuż murów, łatwo wyobrazić sobie dawny dziedziniec. Był zamknięty ze wszystkich stron i dość przestronny, choć dziś nie mamy do niego dostępu. 

Widok na dziedziniec przez dziurkę od klucza w bramie.

Najważniejszym elementem był budynek mieszkalny ustawiony wzdłuż jednej z dłuższych ścian. Budynek był piętrowy, podpiwniczony, a jego bryła raczej spokojna i uporządkowana niż ozdobna. Z dziedzińca można było też przejść do innych części zabudowy, w tym do kaplicy i budynków gospodarczych, które znajdowały się przy murach.

Z daleka najbardziej przyciągają wzrok szczyty dawnego budynku mieszkalnego – i to właśnie one robią największe wrażenie, kiedy patrzymy na zamek na tle nieba. To wysokie, ceglane formy o charakterystycznym kształcie, jakby złożone z dwóch wąskich „skrzydeł” ustawionych obok siebie. Te szczyty nadają ruinie lekkości i sprawiają, że całość nie wygląda ciężko, mimo grubych murów.

Nie sposób pominąć elementów obronnych, które kiedyś otaczały zamek. Całość była zabezpieczona podwójną fosą, rozdzieloną ziemnym wałem. Dziś ich układ jest już mniej czytelny, ale teren wokół wciąż podpowiada, jak to mogło wyglądać. Do środka prowadził most zwodzony, którego ślady można odnaleźć w murach przy bramie. Stojąc w tym miejscu, łatwo sobie wyobrazić, jak kiedyś podnosił się nad wodą i odcinał dostęp do zamku. Teraz została tylko przestrzeń i cisza, ale układ całej budowli wciąż działa na wyobraźnię.

Punkt kulminacyjny – spotkanie z ruiną

Dochodzimy w końcu do miejsca, gdzie widać zamek w pełnej okazałości – najlepiej od strony mostu na Drzewiczce albo z głównej drogi. I to jest ten moment, dla którego tu przyjechaliśmy. Stajemy i przez chwilę po prostu patrzymy. Bryła zamku jest surowa, trochę ciężka, ale jednocześnie robi wrażenie swoją skalą.

Najbardziej zaskakuje to, ile się zachowało. Spodziewaliśmy się raczej fragmentów murów, a dostajemy niemal kompletny obrys całego założenia, z czytelnym układem i dużą ilością detali. Szczególnie przyciągają wzrok charakterystyczne, bogato zdobione szczyty dawnego budynku mieszkalnego – to one nadają całości wyjątkowego charakteru i sprawiają, że zamek wyróżnia się na tle innych ruin. Widać je z daleka i to właśnie one najdłużej zostają w pamięci.

Dużym atutem jest też to, że zamek możemy obejść dookoła. Ścieżka prowadzi blisko murów, więc z każdej strony oglądamy inne fragmenty i inne detale. Jednocześnie warto wiedzieć, że najlepsze widoki mamy właśnie od strony mostu i drogi – tam zamek odsłania się w całości. Pozostałe strony są bardziej ukryte, otoczone zielenią i gęstszym zadrzewieniem, co daje zupełnie inny, bardziej „dziki” klimat. Od strony drogi jest też sporo otwartej przestrzeni – duży pas zieleni, gdzie można spokojnie usiąść, odpocząć i po prostu popatrzeć na zamek z dystansu. Dopiero wtedy dobrze widać, że stoi na lekkim wzniesieniu i dominuje nad okolicą.

Nie bez znaczenia jest fakt, że budowla nie była przebudowywana. Dzięki temu zachowała swój pierwotny charakter, bez późniejszych dodatków i zmian. Mimo tego, że zamek jest częściową ruiną, jest to najlepiej zachowana rezydencja z 1 poł. XVI wieku w Polsce, ponieważ od czasu powstania nie był w znaczący sposób przebudowywany. I to naprawdę czuć – patrzymy na coś autentycznego, a nie odtworzonego.

Całość możemy spokojnie obejrzeć w 20–30 minut. To idealny przystanek w trasie – bez tłumów, bez biletów, bez pośpiechu. Jeśli ktoś lubi zdjęcia albo lata dronem, to od strony zachodniej znajdzie dużo otwartej przestrzeni, która dobrze się do tego nadaje.

Czy warto? Mimo że nie da się wejść do środka, odpowiedź jest prosta – tak. Zamek robi wrażenie swoją skalą, historią i tym, jak dobrze się zachował. To jedno z tych miejsc, które nie potrzebuje dodatkowych atrakcji. Wystarczy być na miejscu.

Zostaje jeszcze jedna myśl na koniec – dobrze by było, gdyby w przyszłości doczekał się sensownej opieki i może pełnej restauracji. Ma do tego ogromny potencjał.

Groty Nagórzyckie

Pod Tomaszowem Mazowieckim kryje się niezwykły labirynt podziemnych korytarzy wykutych w piaskowcu liczącym niemal 100 milionów lat. Groty Nagórzyckie to dawna kopalnia piasku, która dziś zachwyca surowym klimatem, historią wydobycia i legendami o zbóju Madeju.…

Opuszczony bunkier kolejowy w Jeleniu

Tuż przy lasach na obrzeżach Tomaszowa Mazowieckiego, we wsi Jeleń w województwie łódzkim, stoi jeden z najbardziej tajemniczych obiektów z czasów II wojny światowej. To ogromny schron kolejowy należący do niemieckiego kompleksu „Anlage Mitte” –…

Ruiny Zamku Arcybiskupów w Drzewicy

Zamek w Drzewicy to renesansowa rezydencja obronna wzniesiona w latach 1527–1535 z inicjatywy arcybiskupa gnieźnieńskiego Macieja Drzewickiego. Usytuowany na wyniesieniu nad rzeką Drzewiczką, łączył funkcję mieszkalną i obronną. W czasie potopu szwedzkiego nie został zniszczony,…

Krótka trasa po PKWŁ

Niebieski #SzlakRooN po Parku Krajobrazowym Wzniesień Łódzkich. Dystans: ok. 60 km. Początek / koniec: Łódź-Widzew Największe atrakcje: Nowosolna (skrzyżowanie) > Wzgórze Radary > Park Krajobrazowy Wzniesień Łódzkich > murale w Grzmiącej > kładka na Mrożycy